Ok to jak zaczynamy? Na początek aby trzymać koszty w ryzach polecam znaleźć szkolę, która organizuje szkolenia na pobliskich torach. Np w Warszawie najlepsze szkolenia tego typu organizują ProMotor, Para Moto, Kulikowisko.

Kolejny krok to tzw. Speed Daye albo Track Days, na których po torze pośmigasz (najczęściej) już bez instruktorów ale ciągle w zorganizowanych grupach. Oswoisz się z torem i będziesz mieć okazję do indywidualnego szlifowania umiejętności.

W zasadzie alternatywą dla powyższych będzie zapisanie się do renomowanej międzynarodowej szkoły jazdy, którą jest np. California Superbike School, która organizuje szkolenia na torach Europy ale tez w Polsce, na torze Poznań.

No i dochodzimy do sedna sprawy. Co wybrać, lokalną czy międzynarodową szkołę? Nasze doświadczenie jest następujące: szkolenia krajowe nie odbiegają treścią ani poziomem od szkolenia Californii. Nie ma żadnej magii w wiedzy przekazywanej przez instruktorów z Silverstone. Grupy szkoleniowe są na tyle duże, że możecie stracić całkiem sporo czasu na dyskusję nt. “którym palcem naciskać na hamulec” lub tłumaczenie wykładu dla słabiej ogarniających angielski. Samo szkolenie jest super… równie super jak szkolenia “krajowe”. Dużą różnicę robi cena bo za jeden dzień szkolenia Californii spędzicie na torze, szkoląc się w trybie krajowym, ładnych kilka dni.

California Superbike Scholl jest super ale jeśli wierzysz, że to czas spędzony na ujeżdżaniu asfaltu ma znaczenie w progresie szkolącego się przy ograniczonym budżecie to wybór będzie prosty. Szukajcie dobrych, sprawdzonych szkół, pytajcie bardziej doświadczonych riderów. Do zobaczenia na torze!!